Miesiąc: Październik 2017

Pieprzonych cudów nie ma

Po raz kolejny na swoim blogu wracam do tematu: Czy ludzie się zmienią?

Temat ten wydaje mi się bardzo interesujący ponieważ obserwuję ludzi, dużo czytam i przebywam w szerokim gronie znajomych w którym dużo rozmawiamy, dzielimy się swoimi przeżyciami. Każdy z moich znajomych jest na różnym etapie życia. Są małżeństwa, są pary, są rozwiedzeni i są single. Każdy z jakimś bagażem doświadczenia, każdy z inną historią życia.

Ludzie na pewno sami z siebie się nie zmienią. Zmienia ich otoczenie i życie oraz to co ich w życiu spotyka ale nikt nie zmienia się tak po prostu. Ludzie się nie zmieniają bo to wymaga zatrzymania i refleksji nad sobą. Ciężko przecież przyznać się do tego że to coś z nami może być nie tak. Nie widzimy u siebie błędów, wad i niedociągnięć. Ludzie się nie zmieniają bo to wymaga poświęceń i wyrzeczeń a przecież wychodzimy z założenia że to nie my powinniśmy się zmieniać. Ludzie się nie zmieniają czasami dorastają i czasami przestają też robić coś głupiego i niedobrego. Przecież alkoholik już zawsze będzie alkoholikiem ale niepijącym, Zdradzający zawsze będzie zdradzał tylko będzie bardziej ostrożny.

Nie oczekujmy cudów. Pieprzonych cudów nie ma.

 

 

 



Kochanie niedoskonałego człowieka

Mówią „że po ślubie wszystko się zmienia”. Rzeczywiście coś w tym jest, nie będę tu opisywała mojego 15 letniego małżeństwa. Skupię się na rozmowach z moimi znajomymi którzy mają różne spojrzenie i doświadczenie na ten temat, bo coś w tym jest.

Po ślubie znika magia, nie staramy się tak, wszystko zaczyna być powoli szarą rzeczywistością i rutyną. Powtarzane są te same schematy. Kończą się zaloty. Może dlatego że miłość przechodzi przez różne etapy i fazy. Namiętność i pożądanie spada. Nie ma już takiej ilości dopaminy (hormonu szczęścia). Zaczynamy stawiać na stabilizację i przywiązanie. Idealizowanie partnera znika. Zaczyna wiać nudą ponieważ mylnie zaczynamy uważać że nie musimy się o siebie starać, uwodzić czy zdobywać.

Jeżeli po kilku latach związku małżeńskiego nadal chcemy być z druga połówką to może warto pomyśleć jak wyglądał Nasz związek przed ślubem, co robiliśmy, jak się zachowywaliśmy, co powodowało że czuliśmy dreszczyk emocji. Przecież szczęśliwi możemy być zawsze tylko trzeba ciągle podrzucać do pieca. Oczywiście do „tanga trzeba dwojga” ale zawsze ktoś w związku musi wykonać pierwszy krok, być bardziej czynny od drugiej osoby. Bierność dwojga nie da nam nic dobrego, wręcz przeciwnie będziemy rozgoryczeni i zrezygnowani. Związek będzie tylko i wyłącznie udręką. Będziemy szukać wyjścia awaryjnego. Czy tego właśnie chcemy? Może warto od czasu do czasu, sprawić ukochanej/ukochanemu drobny prezent (nic kosztownego). W ten sposób pokażemy że myślimy o drugiej osobie. Mieszkanie pod jednym dachem nie wyklucza wspólnej randki poza domem. Jakiś obiad, spacer czy nawet wypad poza miasto. Komplementy i flirt to jest „klucz” który niestety został zgubiony przez wiele małżeństwa na początku wspólnej drogi.  Zgodzicie się ze mną że bardzo fajnie byłoby otrzymać np. SMS z jakąś dwuznaczną propozycją czyżby to nie podniosło atmosfery w związku. Komplementy nie kosztują nic a tak wiele znaczą, to że się widzicie codziennie w różnych momentach nie wzbrania od komplementu. Błąd który często popełniamy to taki że komplementujemy tylko w sytuacjach gdy druga osoba wygląda olśniewająco bo wybiera się na spotkanie . A czemu nie rzucimy drobnego komplementy typu: „Lubię cię w tej piżamie bo tylko ja cię mogę oglądać taką” czy nie brzmi fajnie?!

Drobne, codzienne gesty, docenianie i podziękowanie sprawi że zestarzejecie się wspólnie i nic nie będzie wstanie zaburzyć Waszego szczęścia. Zbudujecie solidny mur przez którego nie będzie wstanie przebić się zło, pokusy. Każdy związek ewoluuje, zmienia się i dojrzewa. tylko od nas zależy czy chcemy w tym uczestniczyć czy nie.

Tego zabrakło w moim małżeństwie ale nie zabraknie w nowym związku. Bo małżeństwo czy związek to praca na cały etat. Tak, praca a nie coś, co dostajemy w gratisie.

 

 



Archiwalny kawałek dzieciństwa

Ostatnio robiąc porządek w moich starociach, natchnęłam się na mój pamiętni. Czytając go po latach wzruszam się swoją dziecinną naiwnością. Wpisy były szczerym przelaniem myśli, bez zawiści i krytyki. Czytając kartkę po kartce przypominam sobie fakty i ludzi o których już dawno zapomniałam.

Pisałam do poduszki. Opisywałam prawie każdy dzień. Moje wzloty i upadki, radości i smutki. Moje szkole miłości których nawet twarzy nie pamiętam ale są częścią tamtego kawałka życia. Moje pomysły (a było ich masa) które była wtedy takie nierealne a teraz  takie prozaiczne. Pamiętnik był takim moim osobistym przyjacielem. Zawsze go miałam przy sobie.

Teraz widzę w nim kawałek swojego życia, mogę cofnąć się i przypomnieć sobie siebie z przed lat. Jaka byłam, co mnie interesowało, co dawało mi szczęście a co wywoływało smutek, przygnębienie.

Już nie piszę pamiętnika. Pamiętnik to kawałek dzieciństwa. Teraz gdy jestem już dojrzałą kobietą przelewam swoje myśli na internetowego bloga. Zdaję sobie sprawę że odkrywam siebie publicznie ale jestem na to gotowa.

Ktoś Mi się kiedyś zapytał – Czy nie boisz się że Twoi znajomi będą to czytać i że będą Cię oceniać, krytykować?

Nie zależnie od tego czy bym pisała czy nie to zawsze znajdzie się ktoś kto będzie mnie krytykował, oceniał. Nie jest możliwe żeby każdy wszystko akceptował. Każdy ma w sobie łatwość w ocenianiu innych. Nie oczekuję że każdy kto tu zagląda i czyta moje wpisy pozytywnie mnie ocenia. Każdą krytykę i ocenę wykorzystuję jednak do własnego rozwoju.

„To, że krytykujesz moje wady, w żaden sposób nie spowoduje, że Twoje własne znikną”