Chcę Cię mieć tylko dla siebie

Uwielbiam taki dzień w którym nie muszę patrzeć na zegarek, nie muszę się nigdzie spieszyć. Mogę się obudzić, spojrzeć w okna, odwrócić się na drugi bok i nakryć się kołdrą żeby znów zapaść w błogi sen.

Taki dzień nie zdarza mi się zbyt często ale jak uda mi się mieć wolne od pracy ( nie liczę weekendów które mam zawsze wolne ) to staram się go wykorzystać w 100% na swoje potrzeby i samozadowolenie.

Dzień w którym nie zdejmuje piżamy, na przemian leżę lub siedzę. W tle Josh Groban na przemian z Celin Dion. Relaksująca kąpiel z dużą ilością piany która otula moje ciało. Uwielbiam rozmyślać w „wannie”, zbieram w całość wszystkie myśli. Myślę o swoich marzeniach które się spełniły i które mogę jeszcze spełnić.

Nie planuję na ten dzień żadnych porządków, nie nadrabiam zaległości, nie zapraszam żadnych gości, nie odbieram telefonów. Całkowity reset od wszystkiego tylko po to żeby mieć czas na swoje przyjemności które sama sobie wymyślę. Czas poświęcony na serię łagodnych przyjemności, na rozwój nigdy nie będzie dla mnie dniem straconym, wręcz przeciwnie jest bardzo ważnym elementem mojego życia.

Mimo że jest to tylko jeden dzień, mimo że zdarza mi się on rzadko to jest to dzień w którym ładuję baterię do pełna. Taki dzień daje mi poczucie że najbliższe dni zawsze są spokojniejsze i z każdym problemem radzę sobie szybciej i lepiej.

Przecież przez 365 dni jestem dobrą matką, pracownicą. Dobra we wszystkim, dobra dla wszystkich.  Ale też umiem sprawić sobie dobrze, dobrze niemoralną propozycją tylko dla samej siebie.