Nadzieja na lepsze

Kiedy Twój świat wiruje i jest przewracany do góry nogami? zazwyczaj jak się zakochasz. Wszystko wtedy przestaje być szare i nabiera kolorów, które można porównać do kolorów tęczy. Uśmiech nie schodzi z twarzy, każda wiadomość od ukochanej osoby sprawia, że śmiejesz się do telefonu. Potrafisz rozmawiać godzinami, czas wtedy jakby stał w miejscu. Nie czujesz zmęczenia, nabierasz chęci i się zaczynasz coraz bardziej angażować. Pierwsze spotkanie, pierwsze pocałunki i przytulanie powoduje, że serce Ci bije ze zdwojoną siłą, robi się gorąco a, w brzuchu grasuje tysiące motylków, które dają o sobie bardzo mocno znać. Ten cały stan, jaki odczuwasz na początku to stan zauroczenia. Czasem kończy się na zauroczeniu i nie ma mowy o miłości. Bywa i tak, że zauroczenie zamienia się w miłość.

Kiedy kończy się ten cały stan „ogłupienia” zaczyna się miłość a, zarazem zaczyna się życie a, jak wiadomo, życie jest cholernie ciężkie. Już nie patrzymy tak często przez różowe okulary, bo przecież życie to nie tylko te piękne chwile, ale też zmartwienia, kłopoty, zmęczenie, brak czasu. Sex, który jest tak, ważny w związku też zaczyna schodzić na dalszy plan. Zapominamy o tym, co było na początku kiedy, to ten stan zauroczenia i euforii dawał nam tyle satysfakcji, przyjemności i zadowolenia z każdej wspólnej chwili. Czy nadal tak nie może być?! Potrzeba solidnego fundamentu i nieustannej pracy. Trzeba umieć podziękować za wspólne chwile i znajdować dla siebie czas. Trzeba umieć wyciągać wnioski z tych gorszych momentów w związku a, takie pojawiają się niezależnie od stażu.

Mój 17 letni związek rozpadł się, bo nie byliśmy w 100% sobą, bo nie byliśmy najlepszą wersją siebie. Nie umieliśmy ze sobą rozmawiać, nie potrafiliśmy iść na kompromisy. Wszystko, co było w naszym związku odbywało się na zasadzie „coś za coś”. W którymś momencie naszego wspólnego życia pojawiło się zaniedbanie, nie było już czułych słów i tego całego „małego” szaleństwa. Nie było czasu, wsparcia i chęci. Wtedy, też skończyła się miłość.

Teraz już wiem, że zaniedbanie zabija radość z życia, zabija zaufanie, zabija miłość. Teraz już wiem, jak ważne jest mieć dla siebie czas, wiem, jak ważne jest, podziękowanie za wspaniałe momenty. Teraz już wiem, że trzeba ze sobą rozmawiać, nawet wtedy, kiedy to nie jest proste. Nieustanie iść na kompromisy. Trzeba być dla siebie wsparciem, zapewniać poczucie bezpieczeństwa, czasem z czegoś zrezygnować lub się poświęcać. Respektować swoje drobne wady i się każdego dnia na siebie otwierać.

 



Granica

Każdy ma w swoim życiu punkt który, określa jako granicę wytrzymałości. Nikt z nas nie ma idealnego życia, ponieważ nie istnieje idealne życie. Każdemu przychodzi się borykać z różnymi problemami. Dla jednych mogą to być bardzo błahe problemy, dla drugich z kolei są to problemy które, urastają do rangi granic wytrzymałości.

Jednak w pewnym momencie swego życia następuje taki moment gdzie, nasze życie może nie jest idealne, ale staje się stabilne. Wystarczy tak naprawdę nauczyć się czerpać satysfakcję z życia codziennego czy z  pracy jaką, wykonujemy. Musimy nauczyć się wychwytywać pozytywne strony z różnych obszarów naszego życia. Przecież zawsze są jakieś przeszkody, konflikty i niezależnie jak byśmy się starali, nie jesteśmy w stanie tego uniknąć. Przecież nikt nie powiedział, że w życiu jest lekko. Jeżeli, nauczymy się, przekraczać samego siebie jesteśmy w stanie przekroczyć granicę naszej wytrzymałości którą, nie jesteśmy w stanie, ani zmierzyć, ani obliczyć.

Granica ludzkiej wytrzymałości ma to do siebie im, bardziej się do niej zbliżamy, tym bardziej ona się od nas odsuwa, pokazując tym samym nam, że możemy znieść jeszcze więcej.



Mój tata wszystkim znany jako…

Dziś 23 czerwca, czyli Światowy Dzień Ojca. Bardzo się ciesze, że kolejny rok dane mi było ten dzień świętować z moim najkochańszym tatą, moim autorytetem.

Tata dawał i daje mi poczucie bezpieczeństwa, zawsze wiem, że mogę na niego liczyć. Choć często nasze relacje miały charakter krętej drogi, to w konsekwencji zawsze znajdywaliśmy i znajdujemy wspólny język i dochodzimy do wspólnego konsensusu. Tata to, osoba która, nauczyła mnie szczerości. Tak, szczerości za która, czasem przychodzi mi płacić wysoką cenę, ale wiem, że warto. Pozytywna więź z tatą daje mi świadomość, że dobrze czuje się we własnej skórze i rozwija we mnie poczucie własnej wartości.

Tata traktuje mnie zawsze z szacunkiem i miłością, jestem mimo swojego wieku (39 lat) nadal jego oczkiem w głowie, ale też zdarza mam, się w naszych relacjach, że mamy inne spojrzenie na świat. Tata uważa, że jestem młoda i nie znam życia, a ja z kolei uważam, że ma przestarzałe poglądy które, nie pasują do dzisiejszego świata. Tata czasem też zapomina, że nie jest w stanie mnie uchronić przed złem i niebezpieczeństwem, choć rozumiem jego obawy. Czasem drażni mnie jego nadopiekuńczość, ale w głębi duszy go rozumiem, bo sama jestem matkom która, postępuje podobnie.

Jako dziecko na pytanie, czy znam, jakiegoś superbohatera wymieniałam: batmana, supermena. W dorosłym wieku mogę śmiało napisać, że dla mnie superbohaterem nie jest bohater z bajki czy filmu, ale jest nim mój TATA.



Powrót z inspiracją

Witajcie Moi kochani czytelnicy. Dałam Wam trochę od siebie i swoich wpisów odpocząć. Mam nadzieję, że choć trochę wam brakowało wpisów które, dla was przygotowywałam do czytania. Potrzebowałam takiego resetu od bloga, aczkolwiek nie zapomniałam o nim, ponieważ ten blog jest tak jak już kiedyś pisałam częścią mojego „nowego życia” które, musiałam zacząć 3 lata temu.

Oczywiście, żeby blog żył, potrzeba nie tylko moich wpisów, ale też waszej obecności na nim. Często spotykam się z pozytywnymi komentarzami na temat MSI, ale są też tacy co, pewnie cieszą się, że przestały się tu pojawiać wpisy, ale cóż, pociesze was, wróciłam.

Mam również nadzieję, że ta przerwa nie spowoduje, że mój blog będzie jak rozbity dzbanek który, niby sklejony, a jednak już nie taki sam jak kiedyś. Zostawiłam bloga w bardzo dobrej „kondycji” i powracam na bloga który, bardzo fajnie jest pozycjonowany dzięki wam.

 



Zakochanie z 365 dniowym zauroczeniem

Od kilku dni mieliśmy okazję na każdym kroku spotykać pięknie ustrojone witryny sklepowe, sklepy i inne miejsca wypełnione kolorowymi serduszkami w dużą przewagą serc w kolorze czerwonym a, to wszystko za sprawą wczorajszego święta zwanego Walentynkami. Restauracje wypełnione zakochanymi parami trzymającymi się za ręce, patrzących sobie w oczy i wyznających sobie miłość, Dużo też osób w dniu, wczorajszym otrzymała kolorową karteczkę z podpisem „Twoja Walentynka”  „Twój Walenty”.

Ile par na świecie tyle sposobów na spędzenie tego dnia tak, aby stał się on dniem wyjątkowym dla ukochanej czy ukochanego. Mimo że, cały świat obchodzi to święto to jednak nie każdy, jest zwolennikiem jego. W moim gronie zauważyłam, że ludzie są podzieleni na trzy grupy. Są Ci co, nie cierpią tego święta, ponieważ nie lubię, nie chcą lub nie mają z kim. Są też tacy, co obchodzą to święto, gdyż są szczęśliwie zakochani, wręczają sobie drobne prezenty, aby pokazać i uświadomić drugiej osobie jak bardzo jest ważna. Jest też grupa moich znajomych która, mimo że jest szczęśliwie zakochana to, nie celebruje tego święta, ponieważ wychodzi z założenia, że walentynki można obchodzić każdego dnia i każdego dnia można drugiej połówce pokazać, jak bardzo jest wyjątkowa.

Ja, osobiście do tego święta podchodzę z przymrużeniem oka, ale uważam, że jest to miłe święto, gdyż przy natłoku codziennych obowiązków ciężko czasem znaleźć czas na wspólne chwile, aczkolwiek jeżeli nam na kimś zależy, to nawet w najbardziej trudny dla nas dzień można znaleźć, choć chwilę na ukochanej osoby.

Miłość i wyznawanie miłości jest trudną sztuką, ale trzeba kochać tą, jedyną osobę przez 365 dni w roku, mając przy tym świadomości, że kochając drugiego człowieka, trzeba cały czas pracować nad sobą.



Ile mam lat…

Ile mam lat? Koło 40-ki świeżym oddechem. Nie posiadam już figury dwudziestolatki, trud podróży jaką, przebyłam przez te, wszystkie lata ukształtował moje ciało i nie mam się czego wstydzić. Może, nie jestem idealna, ale mistrzowsko opanowałam sztukę kochania dziecka, rodzinę i przyjaciół.

Ile mam lat? Jestem, w wieku, w którym patrzy się na świat spokojniejszym okiem. Jestem, w wieku gdzie miłość przeplata się z żądzą namiętności i oazą spokoju.

Ile mam lat? Czy to ma znaczenie, czy mam dwadzieścia, czterdzieści czy sześćdziesiąt liczy się przecież wiek który, sama czuję. Jestem przede wszystkim, w wieku gdzie chce się żyć bez strachu, żyć, w wolności. Jestem, w wieku, w którym mogę wykorzystywać swoje doświadczenia. Mam wystarczająco tyle lat, by żyć pełnią życia po swojemu. Mogę robić co, chcę i czuć to, co chcę.

Ile mam lat? Jestem, w odpowiednim wieku gdzie umiem odnaleźć się pomiędzy dwoma pokoleniami. Jestem na takim etapie gdzie, w końcu zaczynam rozumieć, że każda osoba która, pojawiła się, w moim życiu nie pojawiała się przypadkiem. Każda z tych osób miała swoją odpowiednią rolę. Jedni mnie wykorzystywali, inni mnie wystawiali na próbę, ale byli i tacy którzy, mnie kochali i uczyli jak żyć. Pojawiali się też ludzie którzy, pokazali mi, że jestem wyjątkowa i, że wszystko, co robię, ma sens.

Ile mam lat? Jestem, w takim wieku gdzie zdobywa się szósty zmysł który, pozwala mi iść dalej, zachować spokój i godzić się z życiem. Mimo że, pojawiają się z wolna kurze łapki i cellulit co czyni mnie bardziej, piękniejszą i dojrzalszą, ale przy tym bardziej ludzką i prawdziwą.

Teraz jestem bardziej sobą niż kiedykolwiek przedtem.



Anioł powiedział naiwna i pogłaskał po głowie

Kiedyś Krystyna Prońko wylansowała utwór „Jesteś lekiem na całe zło”. Tytuł piosenki można przełożyć na swoje życie, przecież każdy z nas, w życiu przechodzi chwilę szczęśliwe, ale też chwilę zwątpienia, czy załamania, ale najważniejsze, w tym wszystkim to mieć kogoś do kogo można skierować właśnie te słowa „jesteś lekiem na całe zło”. Jaką siłę mają te słowa, wie tylko ten który, ma u swojego boku taka osobę, takiego „anioła stróża” który, jest zawsze niezależnie od sytuacji, dni czy pory roku. Jest zawsze i wszędzie.

Piękne uczucie kiedy, można chłonąć chwile z taką osobą, całym sobą. Wtulając się, w taką osobę, czuć jego siłę ramion. Te, chwilę są takie idealne, wypełnione radosnym spokojem, pewnością, że wszystko może być, w porządku. Nie ma piękniejszego uczucia jak pozwolić „aniołowi” ułożyć wspólny plan podróży zwanej życiem. Pozwolić mu się zatroszczyć o wszystko, co będzie potrzebne do przetrwania. On potrafi przewidzieć niespodziewane sytuacje z którymi, można się spotkać po drodze.

Mieć „anioła” obok który, zrobi wszystko dla mojego dobra, nigdy mnie, nie zawiedzie, dając poczucie bezpieczeństwa. W nim jest bardzo dużo zwyczajności, ale  też codziennej troski o najprostsze sprawy. Ufam mojemu „aniołowi”, gdy coś mi obieca, zrobi to. Jest lojalny wobec mnie. Dba o ludzi, bo jest prawdziwym „aniołem ludzkich serc”.

Dużo rozmawiamy. Wiem, że cokolwiek powiem, zostanie zrozumiałe. Przy nim mogę mieć prawo do wszystkich moich uczuć, wątpliwości oraz moich lęków i pomyłek. Mogę być sobą i jestem  w pełni akceptowana.

Podstawą to uwierzyć w „anioła” i wiedzieć, że ma Twoje oczy.



Świąteczny czas

Mała Strefa Intymności już drugi rok gości, w waszych domach, w ten świąteczny czas. Jest mi ogromnie miło, że jesteście ze mną a ja mogę być dla was.

Niestety aura, w niczym nie przypomina świąt i pory zimowej. Wszystko się niestety zmienia nawet pogoda. Niezmienna jest jednak atmosfera przedświąteczna która, towarzyszy każdemu z nas, można odczuć ją, w domach, w których każdy, przygotowuje się na swój sposób. Mimo że, są to tylko trzy dni świąt, przygotowujemy się do nich już na początku grudnia. Ostatnimi czasami świata stają się wielką akcją marketingową i na to nie mamy wpływu, ale ważne jest to, żeby, w tym całym obłędzie nie zapominać o tradycji która, wiąże się ze świętami. Największe znaczenie ma sama Wigilia, opłatek, 12 potraw, ubrana choinka, kolędy i prezenty, a także niezapomniana atmosfera rodzinna która, w całym tym połączeniu wytwarza baśniowy urok świąteczny.

Ja co roku, w okresie świątecznym staram się, sięgać pamięcią do okresu dzieciństwa jak to było kiedyś i próbuję odtworzyć smaki, zapachy i tradycję. Uwielbiam ten czas, czas wspomnień i towarzyszących przy tym odczuwanych emocji. Choć obecne święta różnią się bardzo od tych sprzed kilkunastu lat, chociażby zapachem mandarynek czy pomarańczy to nie zmienia faktu, że dla mnie to jest nadal nieodłączny elementy związany z aromatem świąt.

Moi drodzy życzę wam, w te święta ciepłych chwil, w gronie rodziny. To też doskonały czas na budowanie tego, co najważniejsze, czyli szacunku, zaufania. Życzę wam również, abyście umacniali swoje więzi rodzinne i przyjacielskie oraz, abyście optymistycznie patrzeli na nadchodzące „jutro” .

 



Ciotka Klotka mówię Wam jest najlepsza jaką znam

Nie da się ukryć, że najważniejsza na świecie jest zawsze mama, nikt nie jest, w stanie zastąpić nawet, w najmniejszym ułamku mamy, Dla maluszków mama jest kimś, kto kołysze do snu, czyta bajki, przytula, karmi, pociesza. Jest obecna 24 na dobę. Ważna i zarazem kochana może okazać się ciocia i nie ma to znaczenia czy jest to „prawdziwa” ciocia, czy „przyszywana”.

Można być ciocią, w różnym wydaniu. Można być zazdrosną ciocią, ciocią na dystans, ale można też być ciocią przyjaciółką, która będzie lekiem na całe zło. Takiej cioci można się zwierzyć z problemów i mieć pewność, że nikomu nie powie. Można się poskarżyć na rodziców, czy też opowiedzieć o swojej pierwszej miłości. Można jej się, poradzić wiedząc, że, zawsze na wszystko znajdzie rozwiązanie.

Jestem ciocią  tą bliską z którą, wiążą więzi krwi, ale też jestem ciocią „przyszywaną”. Tak naprawdę większość z tych moich kochanych urwisów jest już dorosła bądź prawie dorosła. Nie potrzebują już tak tej swojej „starej ciotki”, ale wiedzą, że, zawsze mogą na mnie liczyć.

Jestem ciocią i lubię nią być. Od kilku dni do mojej gromadki „kochanych serduszek” dołączył mały aniołek któremu, też chcę ofiarować swoją miłość, ciepło i czas. Bo wiem, że, najfajniejsza ciocia to nie ta, co obdarowuje prezentami czy upominkami, bo co po zabawkach które, się psują czy po czekoladkach które, się zje. Dzieci potrzebują takiej cioci która, zawsze znajdzie czas na zabawę, rozmowę, która, przytuli i zawsze poda pomocną dłoń. Świetna zabawa i miło spędzony czas na zawsze zostaje, w pamięci dzieci.

Od wychowania są rodzice, a ciocia uczy jak wychowywać rodziców.

Ten wpis dedykuję mojemu najmłodszemu słodziakowi „A”.

 



Pieprzonych cudów nie ma

Po raz kolejny na swoim blogu wracam do tematu: Czy ludzie się zmienią?

Temat ten wydaje mi się bardzo interesujący, ponieważ obserwuję ludzi, dużo czytam i przebywam, w szerokim gronie znajomych, w którym dużo rozmawiamy, dzielimy się swoimi przeżyciami. Każdy z moich znajomych jest na różnym etapie życia. Są małżeństwa, są pary, są rozwiedzeni i są single. Każdy z jakimś bagażem doświadczenia, każdy z inną historią życia.

Ludzie na pewno sami z siebie się nie zmienią. Zmienia ich otoczenie i życie oraz to, co ich w życiu spotyka, ale nikt nie zmienia się tak po prostu. Ludzie się nie zmieniają, bo to wymaga zatrzymania i refleksji nad sobą. Ciężko przecież przyznać się do tego, że to coś z nami może być nie tak. Nie widzimy u siebie błędów, wad i niedociągnięć. Ludzie się nie zmieniają, bo to wymaga poświęceń i wyrzeczeń, a przecież wychodzimy z założenia, że to nie my powinniśmy się zmieniać. Ludzie się nie zmieniają, czasami dorastają i czasami przestają też robić coś głupiego i niedobrego. Przecież alkoholik już zawsze będzie alkoholikiem, ale niepijącym, Zdradzający zawsze będzie zdradzał, tylko będzie bardziej ostrożny.

Nie oczekujmy cudów. Pieprzonych cudów nie ma.